Wyroki TSUE z 2026 roku dotyczące kredytów frankowych (CHF) rozwiewają ostatnie wątpliwości prawne i potwierdzają, że frankowicze nadal mają bardzo mocną pozycję w sporach z bankami o unieważnienie umowy kredytowej.
Gdyby ktoś zapytał Cię dziś, czy wciąż warto czekać z pozwem przeciwko bankowi – odpowiedź brzmi: absolutnie nie.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w ostatnich tygodniach wydał serię wyroków, które – wbrew temu, co sugerują komunikaty sektora bankowego – domykają ostatnie sporne kwestie w sprawach kredytów denominowanych i indeksowanych do franka szwajcarskiego, euro czy dolara amerykańskiego. Linia orzecznicza jest dziś bardziej jednoznaczna niż kiedykolwiek wcześniej, a każdy kolejny wyrok potwierdza to samo: ochrona konsumenta jest nadrzędna, a banki będą musiały rozliczyć się ze swoimi klientami na uczciwych zasadach.
Jeśli od lat spłacasz kredyt „walutowy” i zastanawiasz się, czy to już „bezpieczny” moment na złożenie pozwu – ten artykuł jest dla Ciebie.
Co właściwie zmieniło się w ostatnich miesiącach?
Przez lata banki próbowały straszyć kredytobiorców niepewnością prawną – ryzykiem przedawnienia, groźbą kontrpozwów czy niejasnymi zasadami wzajemnych rozliczeń po unieważnieniu umowy. Ostatnie miesiące przyniosły serię wyroków TSUE, które zamykają właśnie te wątki – i to w sposób, który w praktyce nie pogarsza sytuacji konsumentów, choć banki chętnie interpretują je na swoją korzyść w komunikatach prasowych.
2 lipca 2026 r. – TSUE ucina spekulacje banków w sprawie przedawnienia
W połączonych sprawach C-261/25 (Ścierbek) i C-262/25 (Drózdzik) Trybunał jednoznacznie wskazał, że bieg terminu przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału nie może rozpocząć się wcześniej niż w momencie, w którym konsument sam zakwestionował postanowienia umowne. Innymi słowy – to kredytobiorca decyduje o tym, kiedy „uruchamia się zegar”.
Sektor bankowi próbuje przedstawić ten wyrok jako swój sukces, gdyż wyklucza on niekorzystne dla banków liczenie przedawnienia ich roszczeń od chwili wypłaty kredytu. W rzeczywistości jednak Trybunał tylko potwierdził zasadę, która i tak dominuje w polskich sądach. Sytuacja kredytobiorców nie uległa więc żadnemu pogorszeniu, a raczej… stabilizacji. Co więcej, korzystne dla konsumenta jest to, że to on, jako słabsza strona umowy, decyduje o tym kiedy i czy w ogóle skorzystać z ochrony przewidzianej unijną dyrektywą 93/13. Dopóki tego nie zrobi, bank nie ma żadnego wymagalnego roszczenia. To rozstrzygnięcie zatem porządkuje temat, nie pogarszając jednocześnie sytuacji kredytobiorców.
16 kwietnia 2026 r. – pakiet trzech wyroków porządkujących (C-752/24, C-753/24, C-901/24)
Podobnie jako „sukces” sektora bankowego próbowano zinterpretować trzy wyroki TSUE z kwietnia tego roku, o sygn. C-752/24, C-753/24 oraz C-901/24. I podobnie jak w przypadku wyroku lipcowego – ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością. W ww. orzeczeniach najważniejszym niuansem jest doprecyzowanie zasad, na jakich – w wyjątkowych, ściśle określonych okolicznościach – bank może dochodzić zwrotu kapitału mimo upływu terminu przedawnienia. Ponownie – nie jest to żadna „zmiana reguł gry”, a potwierdzenie dotychczasowej praktyki orzeczniczej.
Reasumując, z wydanych w ciągu ostatniego kwartału wyroków TSUE wynika jedynie, że kredytobiorca, któremu bank odda uiszczone raty kredytowe, będzie musiał liczyć się z koniecznością zwrotu wypłaconego kapitału. W większości przypadków bowiem roszczenie banku o ten zwrot nie ulegnie przedawnieniu. Nie jest to jednak zła wiadomość – niemal wszyscy kredytobiorcy zdążyli już bowiem znacząco „nadpłacić” pierwotnie otrzymane kwoty. Po stwierdzeniu nieważności umowy kredytowej oraz ostatecznym rozliczeniu z bankiem wychodzą zatem „na plus”, a do ich kieszeni trafiają kwoty rzędu kilkudziesięciu czy nawet kilkuset tysięcy złotych. Co więcej, uwalniają się od długu – ich kredyty zostają „wymazane” z wszelkich rejestrów, a obowiązek płacenia rat znika. Zdecydowanie zatem opłaca się podważać wadliwe umowy kredytowe – nie istnieją już praktycznie żadne poważne wątpliwości prawne, które potencjalnie mogłyby odwrócić sytuację na korzyść banków i radykalnie zmienić przychylne kredytobiorcom orzecznictwo.
Dlaczego banki straszą, choć nie mają ku temu podstaw?
Publikowane po każdym wyroku komunikaty Związku Banków Polskich brzmią stanowczo: „koniec darmowych mieszkań”, „TSUE po stronie banków”, „wyrok korzystny dla sektora”. To zrozumiała strategia – bankom zależy na tym, by jak najwięcej klientów zniechęcić do złożenia pozwu albo skłonić do niekorzystnej ugody, zanim sprawa trafi do sądu.
Tymczasem eksperci prawa bankowego, w tym radcowie prawni reprezentujący frankowiczów, są zgodni: żaden z ostatnich wyroków nie pogarsza sytuacji konsumentów. Wyroki jedynie doprecyzowują techniczne aspekty rozliczeń między stronami – już po tym, jak sąd stwierdzi nieważność umowy. Sama zasada pozostaje niezmienna od lat: umowa zawierająca niedozwolone klauzule przeliczeniowe jest nieważna, a konsument ma prawo do pełnego rozliczenia wpłaconych rat.
Co to oznacza w praktyce dla Twojego kredytu?
Jeśli spłacasz lub spłacałeś kredyt denominowany albo indeksowany do CHF, EUR czy USD, powyższe wyroki oznaczają dla Ciebie kilka konkretnych rzeczy:
- Masz dziś większą pewność prawną niż kiedykolwiek wcześniej. Linia orzecznicza TSUE jest jednolita i konsekwentnie prokonsumencka – ryzyko procesowe po Twojej stronie systematycznie maleje.
- Banki, świadome słabnącej pozycji procesowej, coraz chętniej proponują ugody – ale to Ty, po analizie umowy, powinieneś decydować, czy ugoda faktycznie się opłaca, czy może lepszym rozwiązaniem jest pozew.
Dlaczego warto działać teraz, a nie czekać na kolejny wyrok?
Zrozumiałe jest, że po latach medialnych doniesień o „kolejnym przełomowym wyroku” można mieć wrażenie, że temat wciąż się zmienia i lepiej poczekać na „ostateczne rozstrzygnięcie”. Prawda jest jednak taka, że kluczowe zagadnienia prawne zostały już rozstrzygnięte na korzyść kredytobiorców – kolejne wyroki TSUE od miesięcy jedynie porządkują szczegóły techniczne, nie podważając fundamentu: nieuczciwe klauzule przeliczeniowe czynią umowę nieważną, a konsument ma prawo do rozliczenia na swoją korzyść.
Każdy miesiąc zwłoki to:
- kolejne raty spłacane na podstawie umowy, która może zostać uznana za nieważną,
- potencjalna utrata części roszczeń w razie zmiany przepisów krajowych (w Sejmie wciąż procedowana jest tzw. ustawa frankowa),
- czas, który mógłby już teraz pracować na Twoją korzyść w sądzie, poprzez naliczanie odsetek ustawowych.
Warto natomiast dobrze zastanowić się nad wyborem kancelarii prawnej, której powierzy się prowadzenie sprawy. Większość kancelarii rozlicza się bowiem ze swoimi klientami na zasadach „succes fee”, czyli pewnego procentu od zasądzonego przez sąd roszczenia. Istnieje tu pewien łatwy do przeoczenia, ale bardzo istotny niuans – od jakiej kwoty owa „premia od sukcesu” jest liczona? Prawnicy, którzy uczciwie podchodzą do sprawy, proponują rozliczenie bazujące nie na całej sumie wygranej od banku, ale na nadwyżce klienta, która pozostaje już po zwróceniu wypłaconego kapitału i ostatecznym rozliczeniu z bankiem.
Przykładowo – kredytobiorca otrzymał kredyt w CHF, który po przeliczeniu na PLN wynosił 500 tyś złotych. Po kilkunastu latach spłaty rat uiścił na rzecz banku łącznie 650 tyś złotych. W sądzie, po skutecznym podważeniu ważności umowy kredytowej, wygrywa od banku całą tę kwotę, powiększoną jeszcze o odsetki ustawowe – a więc łącznie ok. 700-750 tyś złotych. Jednak po rozliczeniu się z bankiem z otrzymanego kapitału, pozostaje mu w ręku kwota ok. 200-250 tyś złotych. To wciąż bardzo wysoki zysk, jednak należy z niego jeszcze opłacić koszt prowadzącego proces pełnomocnika. I tu ważny szczegół: jeśli pełnomocnik życzy sobie np. 25% „premii za sukces”, to niezwykle istotne jest, czy liczy ten odsetek od całej wygranej (czyli 700-750 tyś zł) czy jedynie od nadwyżki po zwrocie kapitału (czyli 200-250 tyś zł). W ocenie zespołu RozliczBank jedyne właściwe rozwiązanie, to liczenie premii od tej niższej kwoty, obejmującej realny zysk klienta, a nie od pełnej wygranej, która przecież nie zasila w całości budżetu kredytobiorcy, tylko częściowo zostaje zwrócona bankowi. Warto więc uważnie rozważyć warunki współpracy proponowane przez kancelarie zajmujące się kredytami frankowymi i wybrać taką ofertę, która bazuje wyłącznie na realnych zyskach konsumenta.
Sprawdź swoją umowę – bezpłatnie i bez zobowiązań
Nie musisz samodzielnie śledzić kolejnych wyroków TSUE, komunikatów banków ani analizować orzecznictwa Sądu Najwyższego. Wystarczy, że prześlesz nam swoją umowę kredytową do bezpłatnej analizy – zespół RozliczBank sprawdzi, jakie klauzule zawiera Twoja umowa, jakie masz opcje (unieważnienie umowy, odfrankowienie itp.) oraz ile realnie możesz odzyskać od banku.
wyślij skan swojej umowy – odpowiemy w ciągu 48 godzin z konkretną oceną Twojej sytuacji.
Im wcześniej wykonasz pierwszy krok, tym szybciej przestaniesz płacić raty kredytu, a na Twoje konto trafią wszystkie niesłusznie pobierane przez lata kwoty.
